WEBINARIUM

Ecommerce: dziś i jutro

30.06.2020, godz. 10:00

0
X
Następny artykuł dla ciebie
Wyświetl >>

Odczuwasz lęk przed poniedziałkiem? To może być oznaka poważniejszego problemu

Odczuwasz lęk przed poniedziałkiem? To może być oznaka poważniejszego problemu

Czy myśl o poniedziałku odbiera ci radość z weekendu? Zamiast cieszyć się z wolnego czasu, stresujesz się powrotem do pracy i piętrzącymi się zaległościami? Być może twój organizm ostrzega cię w ten sposób przed wypłynięciem na rafy.

Rozmowa z Jakubem Babijem, trenerem, psychoterapeutą, certyfikowanym nauczycielem Mindfulness oraz założycielem fundacji Spokojna Głowa, zajmującej się przeciwdziałaniem stresowi i wypaleniu zawodowemu.

Niedzielna nerwica, monday blues (syndrom poniedziałku), Sunday Night Blues (syndrom niedzielnego popołudnia) – to tylko niektóre z określeń na lęk przed poniedziałkowym powrotem do pracy. Trudno ich szukać w oficjalnych systemach kwalifikacji zaburzeń, a mimo to media upodobały sobie ten temat. Jest on niepotrzebnie nagłaśniany czy wręcz przeciwnie – sygnalizuje poważny problem wielu menedżerów?

Klienci przychodzą do mnie z powodu przewlekłego stresu, wypalenia zawodowego, depresji lub innych problemów. Dotychczas jednak nikt nie trafił do mnie z powodu monday blues. Lęk przed poniedziałkiem to tylko i wyłącznie jeden z symptomów, a nie problem sam w sobie. Coś w rodzaju papierka lakmusowego, który w jakiś sposób może mówić o naszej relacji z pracą oraz samym sobą. W żadnym systemie kwalifikacji zaburzeń nie ma o nim wzmianki, bo termin spopularyzowały media.

Jeśli mamy dobry weekend, a wracamy do ciężkiej pracy, taki lęk jest naturalny i nie ma w nim nic złego. Gorzej, jeżeli pojawia się w nas przez cały tydzień: we wtorkowy wieczór stresujemy się na myśl o środzie, w środowy wieczór na myśl o czwartku itd. Wiele zależy od tego, jak zaprojektujemy nasz cały tydzień. Jeżeli tylko dwa dni mamy na odpoczynek, a pięć pozostałych tylko pracujemy, to nic dziwnego, że wyczekujemy weekendu.

W jaki sposób uniknąć takiej destrukcyjnej dysproporcji i zachować równowagę między realizacją zawodowych celów a zapewnieniem sobie chwili na relaks czy pielęgnowanie relacji z bliskimi?

Spójrzmy na całotygodniową aktywność jak na pokarm, który daje nam energię, siłę, chęć do życia. W ciągu pięciu dni pracy trzeba wygospodarować chwilę na odpoczynek, sen, zadbanie o siebie – zarówno na poziomie fizycznym, jak i emocjonalnym. Wybierajmy aktywności, które dają nam wiatr w żagle. Może to być odpowiednia ilość snu, spacer do parku, aktywność fizyczna, spotkanie z przyjaciółmi, weekend na rowerach z dziećmi. Każdy wybierze coś innego.

Zwracajmy uwagę, czy nasza aktywność na pewno jest karmiąca. Nikt po sesji jogi czy medytacji nie mówi – czemu poszedłem na tę jogę?, czemu medytowałem?. Czy będziemy wypoczęci i gotowi na nowe wyzwania, jeśli wrócimy do pracy po weekendowym maratonie serialowym?

Jeśli skorzystamy z tych porad, to nadal nawet po bardzo udanym weekendzie możemy być zestresowani powrotem do pracy… Czy możemy sobie pomóc jeszcze w jakiś sposób?

Ludzki mózg najbardziej boi się tego, co niepewne, dlatego w miarę możliwości warto przygotować się do poniedziałku. Jeżeli nie wiemy, co nas czeka, nie domknęliśmy wielu tematów w piątek, to stres i napięcie nie powinny nas dziwić.

O poniedziałku powinniśmy myśleć już w piątek, planując naszą listę zadań. Postawmy na aktywności, które lubimy. Np. pierwsze dwie godziny – praca kreatywna, kolejne dwie – odpowiadanie na e‑maile, kolejne – spotkania albo ich brak. Chodzi o wypracowanie szablonu, który pozwoli nam się czuć bezpiecznie w poniedziałek. Rzecz jasna, wszystko jest sztuką możliwego. Dużo zależy od tego, czy nasze miejsce pracy pozwala nam na ten rodzaj elastyczności.

Warto zadbać o jakość i ilość dobrego snu. Zachęcam też, by podczas weekendu ograniczyć korzystanie z elektroniki do minimum, a najlepiej - w ogóle z niej zrezygnować. Każdy e‑mail w sobotę i niedzielę przenosi uwagę do obszaru pracy. Zwykle rekomenduję odpuszczenie sobie firmowej poczty elektronicznej na cały weekend: nie odpowiadamy na wiadomości, nie czytamy ich i najlepiej wyłączamy powiadomienia push‑up.

Wprowadzenie porządku w grafiku nie zawsze gwarantuje nam spokój. Funkcjonujemy w świecie VUCA, w której jesteśmy przytłoczeni ilością docierających do nas danych, liczbą decyzji, które musimy podejmować, i coraz częściej – niemożnością przewidzenia ich rezultatów. W tych realiach trudno coś planować, a nietrudno się stresować. Nikt nas nie uczył funkcjonowania w takich warunkach…

Dzisiaj biegłość w swoim fachu to zdecydowanie za mało. Potrzebujemy inteligencji emocjonalnej, kreatywności i odporności psychicznej. Do tego dodałbym jeszcze umiejętność redukcji stresu, bez której ciężko funkcjonować w takich warunkach i się nie wypalić.

Kluczem jest czucie samego siebie. Jeżeli nasz lęk się przedłuża i dodatkowo pojawiają się objawy psychosomatyczne w postaci problemów ze spaniem czy bólów psychosomatycznych, powinniśmy się zastanowić, co się dzieje, i dlaczego tak się czujemy. Jeżeli zapytalibyśmy się naszego nastroju, co chce nam powiedzieć, to być może usłyszelibyśmy: „Stefan, Ty jesteś w złym miejscu, być może chciałbyś robić coś innego, być może masz za mało czasu dla siebie, dla swoich bliskich”.

Musimy umiejętnie integrować pracę z naszym życiem, mieć możliwość odpoczynku, zdystansowania się do pracy i później przejścia do niej. Coraz częściej mówi się o tym, że zamiast czasem trzeba zarządzać swoją energią. Takie podejście zwiększa szanse na zadbanie o siebie.

Lęk przed poniedziałkiem może być sygnałem ostrzegawczym przed czymś poważniejszym, np. wypaleniem zawodowym, poczuciem niespełnienia, maskowaną depresją. Kiedy tak się dzieje?

Znany trener biznesowy i konsultant Tony Schwarz powiedział, że praca bez sensu jest bez sensu. Jeżeli mamy perspektywę pójścia do pracy, w której czujemy się źle, to być może nie doskwiera nam monday blues, lecz poczucie bycia w niewłaściwym miejscu. Nierzadko towarzyszy mu niewiedza, gdzie chciałoby się być.

Jeżeli jesteśmy zmęczeni, zestresowani, przygnieceni nadmiarem obowiązków, trudno o efektywność i wtedy zaczyna się błędne koło. Chcąc nadgonić brak efektywności, powoli dodajemy kolejne godziny na pracę, rezygnując z aktywności, które zaczynamy postrzegać jako opcjonalne. Przy akompaniamencie bezsenności i braku energii eliminujemy kolejne działania, które dawały nam do tej pory energię i chęć do życia. Wpadamy w spiralę: nasze działania mają nam pomóc, a tak naprawdę szkodzą, pojawiają się psychosomatyczne objawy, a my jesteśmy u kresu wyczerpania. Tak bardzo często przebiega wypalenie zawodowe.

Mimo tej świadomości rzadko podejmujemy konkretne kroki i tkwimy w sytuacji, która negatywnie odbija się na naszym zdrowiu i relacjach. Dlaczego mimo dyskomfortu nie zawracamy z tej drogi?

Dzieje się tak, ponieważ wypalenie zawodowe nie ma w sobie nic z wielkiego pożaru. Zaczyna się od małej iskierki. Jest jak mały kamyk w bucie, z którym możemy przejść parę metrów, a ruszając stopą, możemy przesunąć go tak, aby nasza niewygoda stała się odrobinę bardziej wygodna.

Zatrzymanie się? Zawrócenie? To mogłoby zostać uznane za porażkę. Co pomyśleliby o nas inni? Chyba musimy się bardziej starać. Jak zaczniemy chodzić więcej z tym kamykiem, na pewno będziemy robić to lepiej i nie będzie nas aż tak bolało. Tak zaczyna się wypalenie zawodowe, które może dotyczyć każdego: niezależnie od wysokości zarobków czy lat doświadczenia. Ryzyko jest tym większe, im bardziej jesteśmy obowiązkowi i sumienni.

Do tego dochodzi powszechna erozja relacji z pracą i kryzys zaangażowania, który potwierdzają kolejne raporty Gallupa… Czy to też może mieć wpływ na nasz weekendowy lęk przed powrotem za biurko?

Zdaniem Alexandra Lowena, psychoterapeuty i twórcy podejścia analizy bioenergetycznej, kiedyś było łatwiej mieć głębszą relację z pracą, ponieważ człowiek od razu widział to, co wytworzył. Jeżeli plótł koszyki, angażował ręce i miał wolny umysł, przekazywał koszyk i widział, że coś się domknęło. A dzisiaj bardzo często w naszych pracach nie mamy osobistej relacji z tym, co tworzymy. Nie widzimy owoców naszej pracy, bo są one mocno odłożone w czasie albo pracujemy w trybie zdalnym i nawet nie widzimy ludzi, z którymi pracujemy. Relacje z pracą są coraz bardziej złożone. Dlatego zanim zaczniemy diagnozować ten stan poniedziałkowy, trzeba po prostu sprawdzić, co ta nasza niechęć naprawdę chce nam powiedzieć.

Joanna Koprowska

Redaktorka „ICAN Management Review''

Jakub Babij

Trener, psychoterapeuta, certyfikowany nauczyciel Mindfulness oraz założyciel fundacji Spokojna Głowa, zajmującej się przeciwdziałaniem stresowi i wypaleniu zawodowemu.

Wybrane dla Ciebie

MyICANTwoja ścieżka rozwoju
Załaduj więcej wyników

Bądź na bieżąco

Odblokuj wszystko!

Dwa tytuły – Biznes i Technologia ICAN.pl, MITSMR.pl
31 szkoleń z certyfikatem online ICAN Business Advisor
Webinaria kryzysowe Wideo i LIVE

Powiązane artykuły

Odblokuj wszystko!

Dwa tytuły – Biznes i Technologia ICAN.pl, MITSMR.pl
31 szkoleń z certyfikatem online ICAN Business Advisor
Webinaria kryzysowe Wideo i LIVE

Najpopularniejsze tematy