ICAN Institute
Sklep Kontakt
X
Zdobądź pewne komepetencje w niepewnych czasach
30 szkoleń tematycznych online.
Nawet 5 szkoleń w cenie 1!
87,6% zadowolonych klientów
Kup >>
300 od 59

Ten artykuł możesz także odsłuchać!

Prezes dużej grupy medialnej zastanawia się nad zmianą modelu biznesowego. Chce zwolnić profesjonalnych dziennikarzy i zainwestować w technologie automatyzujące agregację treści oraz bieżącą analizę i profilowanie zbieranych informacji. Jej plan spotyka się z ostrą krytyką na rynku, w związku z czym zarząd zaczyna wątpić, czy wprowadzanie zmian ma sens.

Beata Olivas, prezes grupy medialnej One PL wydającej m.in. ogólnopolską gazetę „Kurier Codzienny”, energicznym krokiem, z uśmiechem na ustach, zmierzała w kierunku najbardziej reprezentatywnej sali konferencyjnej w biurowcu firmy. Wyprostowana, niezwykle elegancka i pewna siebie wzbudzała podziw pracowników organizacji. Tym razem jednak zamiast powagi na jej twarzy malowały się satysfakcja i zadowolenie.

– Zobacz, jaka zadowolona. Wakacje są w stanie zdziałać cuda – szepnął sarkastycznie jeden z dziennikarzy do stojącego obok kolegi.

– Z tego, co wiem, to nie była na wakacjach, tylko na konferencji w Singapurze. Może zrobiła jakiś deal? – odpowiedział pracownik.

PRZECZYTAJ TAKŻE: „Ludzkie umiejętności” kontra sztuczna inteligencja»

Kontrowersyjna idea

Na szefową w sali konferencyjnej czekało już czterech pozostałych przedstawicieli kadry zarządzającej oraz wewnętrzny konsultant Wiktor Chojnacki. Jego obecność świadczyła o możliwych zmianach w organizacji. 30‑letni menedżer był bowiem zapraszany na spotkania zarządu jedynie wtedy, gdy omawiano na nich projekty restrukturyzacyjne lub dotyczące HR. Wśród pozostałych członków zarządu nie cieszył się zbytnią popularnością. Będąc najmłodszą osobą w zespole, wzbudzał nieufność kadry zarządzającej w wieku 45+, która miała wątpliwości, czy doradca zarządu ma wystarczające doświadczenie zawodowe. Chojnackiego wspierała jednak sama prezes. Beata Olivas niejednokrotnie podkreślała jego dokonania – dyplom MBA na INSEAD oraz kilkuletnie doświadczenie doradcze w jednej z czterech najważniejszych firm doradztwa strategicznego.

– Drodzy, przyszedł mi do głowy ciekawy pomysł – rzuciła prezes, wchodząc do sali. Znana była z tego, że nie poświęcała dużo czasu na nieformalne rozmowy i często natychmiast przechodziła do rzeczy. – Jak wiecie, byłam w Singapurze na konferencji poświęconej dziennikarstwu opartemu na danych i zainspirowałam się tym, co usłyszałam od światowych ekspertów. Czy znacie termin data journalism? – zapytała, rozglądając się po sali.

– Coś słyszałem – powiedział niskim głosem redaktor naczelny „Kuriera Codziennego” Krzysztof Budka. – Jak wskazuje sam termin, chodzi o wykorzystywanie danych do tworzenia treści.

– Zgadza się. Mnie chodzi jednak o robienie użytku z gigantycznych zasobów danych do tworzenia unikalnych treści. Dlaczego tego nie robimy? – zapytała, wzbudzając konsternację wśród zebranych.

– Jak to? Przecież nasi dziennikarze codziennie wykorzystują dane do tworzenia każdej informacji… – odpowiedziała Hanna Kortyńska, dyrektor marketingu.

– Ale ja mówię o innej skali – odparła prezes. – Chciałabym, abyśmy wprowadzili zaawansowany system doboru i profilowania treści, wykorzystując obecne na rynku nowoczesne rozwiązania technologiczne. Taki system dokonywałby selekcji informacji na podstawie liczby kluczowych słów, tweetów lub hasztagów w mediach społecznościowych i na różnych portalach. Następnie przekazywałby nam te informacje w zagregowanej formie. Dzięki temu moglibyśmy zwiększyć efektywność pracy. Stworzylibyśmy kilkuosobowy, profesjonalny zespół redakcyjny zajmujący się analizowaniem danych. Na podstawie zdobytych informacji zespół mógłby wykrywać nadużycia, przewidywać trendy finansowe, ruchy inwestorów. Możemy wówczas tworzyć ciekawe infografiki, wizualizacje danych i bardziej zaawansowane publikacje, które przyciągną nowych, potencjalnych odbiorców naszych treści.

W sali zapadła cisza. Wszyscy członkowie zarządu spojrzeli po sobie z nieukrywanym zdziwieniem. Jedynie Wiktor Chojnacki kiwał głową, tak jakby od dawna wiedział o pomyśle pani prezes. Po chwili milczenia Marek Święcicki, dyrektor finansowy, zdecydował się zabrać głos:

– Beato, zdajesz sobie, oczywiście, sprawę, co mówią najnowsze dane finansowe? Nasze zyski spadają. Reklamodawcy się wycofują, coraz trudniej jest pozyskać subskrybentów… Jak sobie wyobrażasz zgromadzenie budżetu na taki projekt?

– No właśnie. Nasze zyski spadają, bo cały czas utrzymujemy dziennik – odparła prezes. Jej uwaga sprawiła, że członkowie zarządu zamarli. Widząc ich przerażenie, prezes kontynuowała: – Wyobraźcie sobie, że na tej konferencji w Singapurze był przedstawiciel Media Accelerator Program na Stanfordzie. Poprosił zebranych, aby zgadli, w ile gazet zainwestował w ubiegłym roku. Wiecie, jaka była odpowiedź? W żadną. Gazety umierają, a utrzymanie znanych nazwisk kosztuje. Zamiast kontynuować współpracę ze wszystkimi dziennikarzami, zainwestujmy w technologię, która wiele zadań wykona za nich.

Słowa prezes spowodowały, że członkowie zarządu wymienili spojrzenia pełne konsternacji. Głos zabrał Krzysztof Budka.

– Beato, wiem, że bardzo zainspirowała cię konferencja w Singapurze. Nad inwestycją w technologię z pewnością powinna się zastanowić każda firma medialna w Polsce. Chciałem się jednak upewnić, że zdajesz sobie sprawę z tego, że tradycyjne, rzetelne dziennikarstwo to nasz wyróżnik i największa wartość, którą promujemy od ponad 25 lat. Europejski rynek mediów jest dość tradycyjny, w Europie wciąż jest wielu dziennikarzy, którzy są gwiazdami. Nasi korespondenci wojenni to wręcz osobistości. Zapraszamy ich na konferencje, wydajemy ich książki, to z nimi chcą spotykać się czytelnicy. Być może, podejście, o którym mówisz, sprawdza się w Azji – tam nikomu nie przeszkadza rozmowa z robotem w banku, wszystkich fascynują nowinki technologiczne. Nie przeniesiemy jednak tego nastawienia na grunt polski. Nasza kultura jest skoncentrowana na człowieku. Robot nie stanie się osobowością. Mówimy o dziennikarstwie, a nie o logistyce.

– Zgadzam się z Krzysztofem – dodała Hanna Kortyńska. – Najbardziej niepokoi mnie jakość informacji wybranych na podstawie algorytmów. Mamy wyrzec się statusu opiniotwórczego dziennika i stać się śmieciowym tabloidem piszącym o celebrytach, którzy imponują mojej 14‑letniej córce? Bo to oni w gruncie rzeczy cieszą się największą popularnością w mediach społecznościowych.

– Wiem, że ten pomysł wzbudza emocje, ale zauważcie, że to tylko pomysł – starała się uspokoić zebranych Olivas. – Bardzo zainspirowało mnie spotkanie w Singapurze, gdzie okazało się, że wiele firm medialnych na świecie już to robi. Natomiast w Polsce wciąż nie doceniamy wagi tego tematu, mimo że przecież jesteśmy gospodarką rozwiniętą.

– Największe firmy medialne na świecie nie rezygnują z głównych i najbardziej prestiżowych tytułów – odparł Krzysztof Budka. – Zatrudniamy 120 dziennikarzy w samym „Kurierze Codziennym”, w tym 45 znanych osób. Wszystkich mielibyśmy wyrzucić? – zapytał Budka, nie kryjąc zdenerwowania. Olivas nie odpowiedziała na to pytanie, powodując nerwowe poruszenie w zespole.

– Drodzy, to tylko pomysł. Chciałam sprawdzić, jak zareagujecie, ale widzę, że idea nie jest jeszcze dla was przekonująca. Dlatego zaprosiłam na spotkanie Wiktora, który w najbliższych tygodniach zbada grunt z myślą o wprowadzeniu ewentualnych, podkreślam, ewentualnych zmian. Wiktor sprawdzi strukturę kosztową naszych głównych produktów, określi, czym zajmuje się każdy dziennikarz, zastanowi się, czy jest możliwe przeprowadzenie przynajmniej częściowej restrukturyzacji. Mówię wyraźnie, że nie chodzi o pozbywanie się wszystkich dziennikarzy, ale częściowe zastąpienie ich funkcji rozwiązaniami cyfrowymi...

– Właśnie to mnie niepokoi, przede wszystkim inwestycja w samo rozwiązanie, nie mówiąc już o utrzymaniu informatyków, którzy mieliby obsługiwać ten system. Przecież to wszystko będzie kosztować więcej niż utrzymanie dziennikarzy. Nie wspominam już o pozyskaniu specjalistów IT. Szczerze wątpię, żeby gazeta była pierwszym pracodawcą, o którym pomyślą, kiedy będą chcieli zmienić pracę – powiedział kpiącym głosem Święcicki.

– Wiem, jak lubisz mi przerywać – odpowiedziała ze spokojem Olivas. – Ale właśnie twoje konserwatywne podejście zagraża nam najbardziej. Spójrz na największe gwiazdy biznesu na świecie. Nie należy do nich Kodak, który miał rozwiązania, ale wolał czekać na rozwój wypadków, ale Netflix, który wymiótł innych graczy z rynku. Kto dziś korzysta z płyt DVD, o kasetach nie wspominając.

– Zgadzam się z Beatą – rzekł dyrektor sprzedaży Sebastian Kulicki. – Albo będziemy troglodycką organizacją, która będzie powoli czekała na swój upadek, albo wyznaczymy nowe trendy na rynku i paradoksalnie nową jakość. Nie zapominajmy, że gazeta już nie zarabia, wpływy z reklam również maleją. Inwestując w nowoczesne rozwiązania technologiczne, możemy znacząco obniżyć koszty, jednocześnie zwiększając efektywność działania naszej organizacji.

– Pomysł ten nie jest zwykłą inspiracją z zagranicy, ale krokiem w kierunku spójnych działań biznesowych, mających na celu zbudowanie długotrwałej przewagi nad konkurencją. Doskonale wiem, że taka transformacja byłaby ogromnym wyzwaniem. Nie mówimy o zmianach z dnia na dzień. Musimy wszystko zbadać, zobaczyć, czy to ma sens. Może jestem w błędzie i wówczas posypię głowę popiołem i powiem „mieliście rację”. Ale nie dowiemy się tego, jeżeli nie sprawdzimy, na czym stoimy – powiedziała ze spokojem Beata, po czym zebrała dokumenty i wyszła z sali.

PRZECZYTAJ TAKŻE: W których zawodach wykorzystasz automatyzację? »

Medialna presja

– Czy mogę cię prosić na słówko? – rzucił Budka w kierunku konsultanta, który milczał podczas całego spotkania.

– Pewnie, chodźmy na papierosa – odpowiedział Wiktor, wychodząc z sali konferencyjnej i ruszając w kierunku windy.

– Czy ty wcześniej wiedziałeś o tym pomyśle? – zapytał Budka, wyciągając zapalniczkę w strefie palacza przed budynkiem firmy.

– Tak, wiedziałem. Pani Beata zapytała mnie o opinię kilka dni temu. Popieram ten pomysł. Nie możemy tkwić w miejscu, świat się zmienia, a my mamy trzy rozwiązania: albo będziemy obojętni na zmiany (na czym tracimy), albo będziemy podążać za zmianami (jak dotychczas słabo nam to wychodzi). Trzecia opcja, moim zdaniem najlepsza, jest taka, że będziemy wyznaczać trendy.

– Mówisz jak typowy konsultant! – rzucił Budka. – Jasne, jak rozpiszesz drzewo decyzyjne, to może faktycznie wyjdzie, że jakieś zmiany mogą być nieuniknione, ale weź też pod uwagę aspekt ludzki! Naprawdę uważasz, że zwolnienie 120 dziennikarzy przyniesie korzyści naszej firmie? Czy milenialsi w ogóle biorą pod uwagę aspekty ludzkie, czy są zwykłymi oportunistami… – powiedział ze złością Budka.

– Po pierwsze, nie dostrzegam związku pomiędzy byciem milenialsem a oportunistycznym podejściem. Po drugie, z całym szacunkiem, ale to ty reprezentujesz dosyć egoistyczne podejście, zamykając się zupełnie na zmiany.

– Egoistyczne? Ja w przeciwieństwie do ciebie myślę o tych wszystkich ludziach, którzy stracą pracę!

– Pewnie o znajomych i krewnych pracujących w portalu?

System doboru i profilowania treści One PL, wykorzystując obecne na rynku nowoczesne rozwiązania technologiczne, dokonywałby selekcji informacji na podstawie liczby kluczowych słów, tweetów lub hasztagów w mediach społecznościowych.

Budka był zszokowany bezpośredniością Chojnackiego. Rzucił papierosa, spojrzał z wyższością na konsultanta i ruszył w kierunku drzwi wejściowych. Wiedział już, że zmiany są naprawdę rozważane i nie jest to chwilowa fascynacja prezes. W myślach analizował plan działania, który mógł ostudzić zapędy Olivas i jej bezczelnego asystenta. Tego dnia miał się spotkać nieformalnie ze znanym i nagradzanym reportażystą Januszem Kręcikiem, autorem słynnych w Polsce reportaży wcieleniowych, jedną z głównych twarzy „Kuriera Codziennego”. Kręcik był kolegą Budki ze studiów na Uniwersytecie Warszawskim i najlepszym przyjacielem. Budka chciał opowiedzieć Kręcikowi o planach prezes, mając cichą nadzieję, że kolega uruchomi swoje kontakty, które zapobiegną zbyt daleko idącej transformacji.

– Nie wierzę, że ona naprawdę bierze to pod uwagę! – powiedział Kręcik, kiedy Budka skończył opowiadać o spotkaniu zarządu.

– Stary, ja też nie wierzyłem. Ale mówię ci, Beata tak się nakręciła, że nie sposób było jej przerwać. Jeszcze ten lizus non stop jej przytakiwał, a później zaczął mi wyliczać wszystkie korzyści ze zmiany w firmę technologiczną.

– Nie ma się co dziwić, razem się nakręcają. Ale musimy się zastanowić nad tym, jak ją przekonać, że ten pomysł nie ma sensu. Trudno mi sobie wyobrazić, że „Kurier Codzienny” ma zniknąć zupełnie – powiedział rozgoryczony Kręcik, opróżniając zawartość kufla z piwem.

– Też tak myślę, ale wiesz, zmiany jeszcze nie są pewne. Na razie Chojnacki węszy po firmie, co da się zrobić. Myślę jednak, że dobrze byłoby porozmawiać na spokojnie z Beatą, przedstawić jej racjonalne argumenty – powiedział z nadzieją w głosie Budka.

– Masz rację – odparł Kręcik, po czym spojrzał w kierunku baru i zaproponował koledze kolejne piwo.

W następnym tygodniu informacja o planach One PL przedostała się do mediów za sprawą Janusza Kręcika. Beata Olivas stara się zdementować plotki, ale mimo to jest pod ostrzałem krytyki. Negatywna reakcja rynku uświadamia prezes, że decyzja o transformacji może wywołać zbyt duże oburzenie i zablokować pomysł. Nadal jednak chce sprawdzić, czy ewentualne zmiany mają sens. Przed kolejnym spotkaniem zarządu prezes One PL zastanawia się, czy kontynuować proces sprawdzania możliwości przeprowadzenia transformacji cyfrowej. 

Przeczytaj komentarze ekspertów: »

Joanna Socha

Redaktorka "Mergermarket". 

Marta Szostak

Menedżer w A.T. Kearney

Bądź na bieżąco

Powiązane artykuły


Sięgnij po więcej wiedzy