0
X
Następny artykuł dla ciebie
Wyświetl >>

Kryzysy finansowe i gospodarcze, co kilka lat dotykające światową gospodarkę, wywierają destrukcyjny wpływ na rentowność inwestycji finansowych. Podczas bessy spadają notowania akcji. Straty mogą przynieść też obligacje. Dlatego coraz większym powodzeniem cieszą się inwestycje, których wyniki są nisko skorelowane z rynkiem tradycyjnych papierów wartościowych.

Na początku XXI wieku wzrosło zainteresowanie inwestycjami alternatywnymi. Przyczyniły się do tego kolejne kryzysy: azjatycki, rosyjski oraz pęknięcie „bańki internetowej”. Kryzys, który boleśnie dał o sobie znać w 2008 roku, dowiódł konieczności zmiany filozofii inwestowania. Stracili wówczas ludzie inwestujący na rynku akcji i funduszy z nimi powiązanych. Natomiast przyspieszony rozwój odnotowano wówczas na rynku inwestycji alternatywnych, które obejmują szerokie spektrum aktywów – od surowców zaczynając, na dobrach luksusowych kończąc. O ile na zakup niewielkich ilości złota lub srebra mogą pozwolić sobie osoby mniej zamożne, to dobra luksusowe są kupowane przez ludzi dysponujących odpowiednio zasobnymi portfelami. Dla nich inwestycje w luksus, prócz lokaty kapitału, stanowią element stylu życia, a także dodają prestiżu. W ostatnich latach czynniki te miały znaczący wpływ na pojawienie się, a następnie umocnienie nowych trendów inwestycyjnych.

Pomimo ekonomicznych zawirowań na całym świecie przybywa ludzi zamożnych, co stanowi efekt rozwoju cywilizacyjnego ludzkości. Jak wynika z World Wealth Report 2012, przygotowanego przez Capgemini i RBC Wealth Management, po chwilowym spadku w 2008 roku z każdym kolejnym rokiem jest coraz więcej milionerów. Na koniec ubiegłego roku liczba osób dysponujących majątkiem finansowym o wartości co najmniej jednego miliona dolarów była o 28% wyższa niż trzy lata temu, a wartość ich majątków finansowych wzrosła również w takim samym stopniu, osiągając poziom 42 bilionów dolarów (na podstawie High Net Worth Individuals, HNWI).

Zamożne osoby mają najwięcej możliwości wyboru formy lokowania kapitału w zakresie aktywów alternatywnych. Inwestycje takie wymagają niejednokrotnie dużego kapitału, fachowej wiedzy lub odpowiedniego doradztwa, co zapewniają banki specjalizujące się w obsłudze klientów zamożnych w ramach usług private banking lub wealth management. Funkcjonują też inne podmioty oferujące produkty alternatywne. Paleta innowacyjnych form inwestowania jest bogata, nie brak w niej form w przeszłości niekojarzonych z lokowaniem kapitału, np. inwestycje w: metale szlachetne, trunki szlachetne, brylanty, zabytkowe wyroby, dzieła sztuki lub zbiory kolekcjonerskie. Aktywa te nie przynoszą dywidendy, jak akcje, ani odsetek, jak obligacje, jednak pozwalają ochronić kapitał przed inflacją i skutkami dekoniunktury na rynkach finansowych. Ich wyceny są w dużej mierze odporne na błędy polityków, ekonomistów, manipulacje rynkowe i kryzysy. Zazwyczaj takie inwestycje należą do długoterminowych, bowiem czas im nie szkodzi, a wręcz jest sprzymierzeńcem.

Złoto - magia kruszcu

Złoto jest unikalnym aktywem w porównaniu z nieruchomościami lub instrumentami finansowymi. Nieruchomości są rzeczywiste, lecz ich wadą jest niska płynność, instrumenty finansowe są wprawdzie płynne, ale za to wirtualne. Zaś złoto jest zarówno rzeczywiste, jak i płynne. Zakup złota jest sprawdzonym sposobem na lokowanie pieniędzy, a także przekazywanie majątku między pokoleniami. Stanowi ponadnarodową, uniwersalną walutę, uznawaną przez każdy system społeczno‑ekonomiczny. Złoto jest wszędzie takie samo, nie można go dodrukować ani wykreować, jak pieniądze w systemie bankowym.

Rosnący popyt inwestycyjny

Dziś cena złota wyrażona w dolarach amerykańskich jest siedmiokrotnie wyższa niż na początku obecnego stulecia. Żyjemy w niepewnych czasach, kiedy są lekceważone zasady zdrowej ekonomii, a na rynek kieruje się pieniądze bez pokrycia, co rodzi obawy inflacyjne. Kiedy nadchodzi kryzys, ludzie traktują złoto jako bezpieczną przystań dla oszczędności, bowiem spada zaufanie do pieniędzy.

Do 2002 roku inwestycje w złoto polegały wyłącznie na zakupie sztabek i monet. Wtedy zakupiono 352 tony złota, co stanowiło 12% całkowitego popytu. Dominującym był popyt ze strony przemysłu jubilerskiego, który stanowił prawie 80%. Do przemysłu trafiło pozostałe 9%. Następne lata przyniosły wzrost zainteresowania inwestycjami w złoto, rozwinęły się i powstały nowe instrumenty finansowe oparte na złocie. Silnym katalizatorem sprzyjającym inwestycjom w złoto był ostatni kryzys finansowy. W 2011 roku popyt na złoto wyniósł 4574 tony, a jego struktura była inna niż 10 lat wcześniej. Inwestycje w złoto stanowiły łącznie 27% całkowitego popytu, tj. 1690 ton. Z tego na sztabki i monety przypadało blisko 90%, a na fundusze i inne instrumenty finansowe 10%. Wcześniej banki centralne i międzynarodowe instytucje finansowe były po stronie podaży złota, jednak tendencja się zmieniła i już czwarty z kolei rok więcej go kupują, niż sprzedają.

Z danych przedstawionych w raporcie World Gold Council wynika, że inwestycje w złoto za pierwsze trzy kwartały 2012 roku wyniosły 1130,8 tony i były o 9% niższe w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Jednak ich udział w całkowitym popycie wzrósł do 36% i był o 2 punkty procentowe wyższy od średniej tego wskaźnika z okresu poprzednich pięciu lat. Biorąc jednak pod uwagę ostatnie dane, to inwestycje w złoto w III kwartale były wyższe o 46% w porównaniu z II kwartałem oraz o 6% w porównaniu z I kwartałem, a ich udział w całkowitym popycie na złoto wzrósł do 40%. Wysoki poziom zakupów złota może utrzymać się również w ostatnim kwartale tego roku.

Formy inwestowania w złoto

Tradycyjna inwestycja w złoto polega na zakupie złotych sztabek lub monet. Do wyboru mamy dwa rodzaje monet – bulionowe i kolekcjonerskie. Te pierwsze są produkowane bez ograniczeń, zatem ich wycena jest ściśle powiązana z ceną srebra. Należą do nich: południowoafrykański Krugerrand, amerykański Gold Eagle, British Gold Sovereign, chińska Panda, kanadyjski Maple Leaf, polski Orzeł Bielik. Produkcja monet i sztabek kolekcjonerskich jest limitowana, zatem ich cena zależy od wielkości emisji i ich osobliwości. Wartość tych numizmatów rośnie z czasem, bowiem ich liczba nie zwiększy się nigdy, a kolekcjonerzy niechętnie pozbywają się wyjątkowych okazów. Monety bite są przez mennice państwowe, mimo że czasami posiadają określony nominał, nie są jednak środkiem płatniczym. Najbezpieczniej jest kupować złoto i srebro w mennicach, bankach lub u dealerów o dobrej reputacji, najlepiej w kraju. „Inwestując w fizyczny metal, wchodzimy w posiadanie realnego bogactwa. Można nim dowolnie dysponować. Może ono stanowić wsparcie w okresie kryzysu gospodarczego lub w okresie wojny, kiedy pieniądz traci na wartości” – mówi Piotr Wojda, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, zajmującej się sprzedażą złota i srebra w postaci fizycznej.

W okresie trzech kwartałów 2012 roku na świecie zainwestowano w 941 ton złota w postaci fizycznej, o 18% mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, kiedy popyt był rekordowy. Kiedy przyjrzymy się wielkości zakupów złota w poprzednich lat, dostrzeżemy wyraźny wzrost zainteresowania zakupami złota w postaci fizycznej. Zakupy inwestycyjne złota w analizowanym okresie były o 160% wyższe niż pięć lat temu.

Inwestowanie w złoto w postaci fizycznej ma tę wadę, że wymaga odpowiedniego zabezpieczenia, a korzystanie ze skrytki bankowej wiąże się z kosztami. Stąd na znaczeniu zyskują inwestycje w dokumenty i instrumenty finansowe oparte na złocie. Sprzyja temu rozwój rynku finansowego i jego globalizacja, a także łatwość dostępu do niego, co pozwala każdemu dysponującemu łączem internetowym uczestniczyć w rynku złota. Przykładem są certyfikaty złota, będące dokumentami stanowiącymi dowód własności złota przechowywanego w skarbcu wskazanej instytucji, zazwyczaj banku. Inwestor może zamienić na gotówkę posiadane certyfikaty po aktualnej cenie rynkowej lub zabrać złoto. Tego rodzaju inwestycja jest wygodna, bowiem nie stwarza problemów z przechowaniem kruszcu, stąd znajduje nabywców również w Polsce.

Największym hitem ostatnich lat są fundusze naśladujące notowania rynkowe złota, których udziały są notowane na giełdach (ang. Exchange Traded Funds – ETF). Ich początki sięgają 2003 roku. Emisje udziałów wszystkich tego rodzaju funduszy są zabezpieczone fizycznym złotem zdeponowanym w banku. Taka forma inwestowania w złoto cieszy się rosnącym zainteresowaniem zarówno wśród inwestorów detalicznych, jak również wśród takich potentatów jak George Soros i John Paulson.

Według raportu opracowanego przez World Gold Council, w III kwartale 2012 roku fundusze ETF posiadały w depozytach 2,5 tys. ton złota, trzy razy więcej niż pięć lat temu. Dużym zainteresowaniem cieszyły się tego rodzaju inwestycje w III kwartale 2012 roku, odnotowując wzrost o 56% wobec analogicznego okresu ubiegłego roku.

Poczesne miejsce na rynku złota mają też fundusze inwestycyjne – hedgingowe i znane nam, działające w ramach nadzorów państwowych. Są to instytucje zbiorowego inwestowania głównie w akcje producentów złota, instrumenty pochodne, a także inne aktywa mające związek z tym kruszcem. Portfele funduszy są zarządzane przez wyspecjalizowane instytucje finansowe, korzystające z wiedzy analityków rynku metali szlachetnych. Zarządzane m.in. przez takie instytucje, jak: Franklin Templeton, Black Rock, Merrill Lynch. Na polskim rynku przykładem tego rodzaju funduszu jest Investor Gold FIZ.

Z potencjału wzrostowego rynku złota korzystać można również, kupując akcje producentów złota. Przebieg notowań takich podmiotów nie zawsze jest wysoko skorelowany z sytuacją na rynku tego kruszcu, bowiem producenci są narażeni na różne czynniki ryzyka wynikające ze specyfiki ich działalności, jakości zarządzania, otoczenia makroekonomicznego, posiadanych złóż lub zdarzeń nadzwyczajnych.

Wiele instytucji finansowych wprowadziło również złoto do portfeli stanowiących podstawę, dziś bardzo popularnych, produktów strukturyzowanych. Ich wycena jest uzależniona od stopnia spełnienia ustalonych scenariuszy rynkowych. Emitent produktu strukturyzowanego może również gwarantować zwrot całości lub określonej części zainwestowanego kapitału, co ogranicza ryzyko inwestycyjne, niestety jednak nie rekompensuje kosztu utraty wartości pieniądza w czasie. Istnieją również produkty strukturyzowane, których wycena jest bezpośrednio powiązana z notowaniami złota. Niektóre z nich są notowane na giełdach, np. certyfikaty strukturyzowane Raiffeisen Centrobank na GPW naśladujące zmiany cen złota.

Kontrakty terminowe i opcje należą do najbardziej ryzykownych instrumentów finansowych. Pozwalają bowiem zarabiać na wzrostach lub spadkach cen złota, a wynik inwestycji zależy od zajętej pozycji. Aby rozpocząć inwestycję w kontrakcie terminowym, należy wpłacić depozyt stanowiący od kilku do kilkunastu procent wartości kontraktu. Ograniczonym ryzykiem charakteryzują się inwestycje w opcje polegające na ich zakupie, tj. zajęciu długiej pozycji. Instrumenty pochodne należą do najbardziej ryzykownych form inwestowania z powodu wysokiej dźwigni finansowej. Notowane są na wielu zagranicznych giełdach, np. NYMEX oraz COMEX w Nowym Jorku.

Samochody zabytkowe – klasyczna pasja

Za samochód klasyczny można uznać taki, który ma co najmniej 30 lat. Inwestycje w samochody klasyczne mają już ugruntowane miejsce na rynkach zagranicznych, gdzie prym wiodą Stany Zjednoczone oraz Wielka Brytania. Rośnie też grupa pasjonatów dawnej motoryzacji również w Polsce. Inwestowanie w samochody klasyczne może być nie tylko dochodowe, lecz również przynosić sporo satysfakcji i radości.

Wartość światowego rynku samochodów klasycznych wzrasta z każdym rokiem i choć trudno ją dokładnie oszacować, to mówi się o setkach milionów euro. Praktycznie większość samochodów może stać się przedmiotem zainteresowania koneserów, a powody mogą być różne. Jednak najwyższym uznaniem cieszą się takie marki, jak: Aston Martin, Bentley, BMW, Bugatti, Ferrari, Ford, Jaguar, Maybach, Ferrari, Mercedes, Rolls‑Royce, Porsche. Są też chętni gromadzić relikty z epoki komunizmu, jak Warszawy, Trabanty lub Wołgi.

Zyskowna inwestycja

Inwestycja w auto klasyczne może przynieść zyski z dwóch źródeł. Pierwsze stanowi zysk kapitałowy wynikający ze wzrostu wartości pojazdu z upływem czasu. Ten zależy od popytu na dany model, o którym decydują takie czynniki, jak: marka, wiek, stan techniczny, unikatowość. Nie bez znaczenia jest też sytuacja ekonomiczna na świecie, bowiem od niej zależy stan portfeli inwestorów, jak również poziom akceptacji ryzyka. Wartość zabytkowego auta może zależeć też od tego, kto wcześniej z niego korzystał, np.: wybitny artysta, papież, głowa państwa.

Jeden z rosyjskich oligarchów zakupił Mercedesa 770K, którym jeździł Hitler. Nazwisko kupującego i cena transakcyjna są owiane tajemnicą, według pogłosek zawierała się w przedziale od 4 do 10 milionów dolarów. Wobec wzrastającej liczby zamożnych ludzi na świecie popyt na klasyczne auta ma silne podstawy fundamentalne. Unikatowe, zabytkowe modele są nie tylko inwestycją kapitałową, lecz również umacniają prestiż. Stare samochody często kupuje się bez zamiaru ich zbycia, co ogranicza ich podaż. W związku z tym potencjał wzrostu cen jest duży.

Samochody klasyczne mogą generować bieżące przychody z wynajmu, np. do ślubu, na przejażdżkę turystyczną, pokaz, do filmu lub udział w wydarzeniu artystycznym. Rynek wynajmu samochodów klasycznych ma się dobrze na świecie, rozwija się również w Polsce. Na przykład za wynajęcie na 5 godzin Cadillaca Eldorado z 1974 roku w jednym z warszawskich salonów trzeba zapłacić 1500 zł.

Ceny klasyków

Ceny klasycznych aut rosną i w niewielkim stopniu zależą od sytuacji na rynkach finansowych. Mniej wrażliwe na dekoniunkturę są samochody o niższej wartości niż te bardzo drogie. W trudnych czasach, kiedy nawet zamożni tracą spore części fortun, popyt na takie dobra może się zmniejszyć. Kupują więc tańsze modele, co podtrzymuje dotyczący ich indeks.

Uznanym źródłem informacji o rynku samochodów klasycznych są indeksy cenowe publikowane przez amerykańską firmę ubezpieczeniową Hagerty. Obrazują one ceny w siedmiu kategoriach: blue chipy, samochody brytyjskie, niemieckie, amerykańskie z lat 50., popularne auta o dużych mocach, Ferrari. Większość z tych indeksów wzrosła w ostatnich latach. Na przykład indeks The Hagerty „Blue Chip” Index, obejmujący 25 najbardziej poszukiwanych powojennych marek, w ciągu ostatnich trzech lat znajdował się nieprzerwanie w trendzie wzrostowym, zyskując 35%. Najwyższe wyceny odnotowała jednak marka Ferrari, bowiem dotyczący jej indeks wzrósł o ponad 50%. Dla porównania w tym czasie indeks amerykańskiej giełdy S&P500 wzrósł o 25%. W skład indeksu Ferrari wchodzą samochody w cenie od kilkuset tysięcy do kilku milionów dolarów. Najdroższy z nich, Ferrari 250 LM, rocznik 1963, był wyceniany w sierpniu tego roku na blisko 9 mln dolarów wobec niespełna 5,5 mln dolarów trzy lata wcześniej oraz 4,5 mln dolarów w 2006 roku.

Rynek samochodów klasycznych należy do wysoce ekskluzywnych, lecz jest mało płynny. Zatem inwestycje takie są odpowiednie dla osób, które są w stanie zamrozić kapitał na dłuższy czas. W kalkulacji stopy zwrotu należy uwzględnić inflację, ubezpieczenie, garażowanie, remonty, konserwację, a także utracone korzyści, jakie mógłby przynieść kapitał, gdyby był zainwestowany w inne aktywa. Zabytkowe samochody są niczym dzieła sztuki. Widać w nich geniusz ludzki, bowiem udział człowieka w ich wytwarzaniu był wyższy niż obecnie, kiedy roboty wykonują większość czynności na linii montażowej. Dlatego rynek ten rozwija się, lecz jest ograniczony do ludzi posiadających odpowiedni status finansowy, a jednocześnie kochających piękno.

Szlachetne trunki

Z roku na rok rośnie zainteresowanie inwestycjami w szlachetne trunki, do których należy wino. Na świecie uprawia się kilka tysięcy szczepów winnych, pozwalających na uzyskanie najlepszych win czerwonych (cabernet sauvignon, merlot, shiraz/syrah, pinot noir, tempranillo, carmenere, sangiovese) oraz białych (chardonnay, sauvignon blanc, chenin blanc, riesling).

Cieszące się najwyższą renomą wina są produkowane we Francji, szczególnie w regionie Bordeaux. Ponadto koneserzy na całym świecie wysoko cenią trunki z: Burgundii, Rhône, Alzacji i Szampanii. Oprócz Francji potęgami winiarskimi są też: Włochy, Hiszpania, Niemcy, Australia, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone (Kalifornia), Afryka Południowa, Chile i Argentyna.

Wino jako inwestycja

Cena wina zależy od marki, klasy jakościowej, wielkości produkcji, miejsca pochodzenia, rocznika zbioru winogron i wieku. Duży wpływ na notowania win mają oceny krytyków, takich jak Robert Parker, James Suckling i Jancis Robinson. Szanujące się marki są produkowane przy zachowaniu określonych procesów oraz ścisłej kontroli. Największą szansę na zrobienie interesu mają inwestycje w wina francuskie. Certyfikat Institut National des Appellations d’Origine we Francji gwarantuje zachowanie wysokich standardów. Wina klasy inwestycyjnej – Premiers Crus – głównie z regionu Bordeaux oraz wybrane z innych regionów Francji, Włoch i krajów Nowego Świata mogą dać ponadprzeciętne zyski. Generalnie zakupy win z tych regionów stanowią podstawę budowy zyskownego portfela inwestycyjnego. „W ciągu ostatniego ćwierćwiecza w okresie 5‑letnim nigdy nie odnotowano ujemnej stopy zwrotu z inwestycji w trunki zgrupowane w indeksie Liv‑ex Investables, a średni wynik za okres 5‑letni wynosi 111%” – mówi Paweł Morozowicz z firmy Wealth Solutions, zarządzającej aktywami winnymi o wartości 120 mln złotych. Inwestor nabywa za jej pośrednictwem skrzynki win, które są przechowywane w Londynie, w specjalnych skarbcach winnych.

Nie mniej intratną formą inwestycji może być kupno wina na rynku pierwotnym (en primeur) zaraz po zbiorach winogron lub kiedy jeszcze dojrzewa ono w beczkach. Wino kupione na rynku pierwotnym pozostaje w piwnicach producenta pod fachowym nadzorem i w warunkach zapewniających mu uzyskanie najlepszych cech. W ten sposób inwestor wchodzi w jego posiadanie, zanim po dwóch latach trafi na rynek w butelkach. Inwestując długoterminowo, lepiej kupić wino z dobrego rocznika. Trunki ze słabszych roczników szybciej zyskują na wartości, lecz nie mają dużego potencjału dojrzewania. Ostatnio nadzwyczaj wysokiej jakości wina uzyskano z roczników 2009 i 2010. Ograniczona podaż win i bieżąca ich konsumpcja sprzyjają wzrostowi cen tego trunku. Przybywa zamożnych klientów poszukujących nowych stylów życia. W szczególności Chińczycy upodobali sobie wina bordoskie. W ubiegłym roku do Państwa Środka wyeksportowano 436 tys. hektolitrów win o wartości 334 mln euro, co oznacza dynamikę wzrostu popytu na poziomie 100%.

Sytuację na rynku wina określają indeksy platformy inwestycyjnej London International Vintage Exchange. Liv‑ex Fine Wine Investables Index kontynuował wzrosty do połowy 2011 roku. Później miała miejsce korekta, która zakończyła się w lipcu 2012 roku. „W czasie przejściowego pogorszenia koniunktury na rynku wina ceny zbliżają się do poziomów, przy których rośnie na nie popyt konsumpcyjny. Dzięki niemu z rynku znika część dostępnego wina z danego rocznika, co przyczynia się do wyhamowania spadków i ponownego wzrostu cen. Okres stabilizacji rynku trwa wtedy kilka miesięcy. Takie okresy są idealne do rozpoczęcie inwestycji” – uważa Paweł Morozowicz, zarządzający portfelami alkoholi inwestycyjnych firmy Wealth Solutions. Atrakcyjne stopy zwrotu z inwestycji w wino – wobec niepewności na rynku kapitałowym i niskiej rentowności lokat – skutecznie stymulują zainteresowanie inwestycjami w ten szlachetny trunek.

Whisky jako inwestycja

W ostatnich latach coraz popularniejsze stają się inwestycje w whisky. Przedmiotem zainteresowania inwestorów jest whisky single malt z limitowanych edycji, produkowana w konkretnej destylarni z jednego rodzaju słodu jęczmiennego. Zatem nie zawiera dodatku whisky zbożowej (grain), nie stanowi również mieszanki destylatów z różnych gorzelni (blended malt). Słód jest poddawany podwójnej destylacji (zdarza się, że potrójnej) w miedzianych alembikach, następnie destylaty leżakują przynajmniej 3 lata, przeważnie w beczkach po sherry lub burbonie, a długość leżakowania wpływa na jej jakość. Bardzo niewiele beczek jest w stanie przetrwać w dobrej kondycji 40 lub 60 lat. Whisky tego gatunku stanowi zaledwie 0,2% światowej produkcji tego rodzaju trunku, co sprawia, że jest szczególnie poszukiwana przez kolekcjonerów i koneserów, a jej wartość rośnie z czasem. W latach 80. ubiegłego wieku wiele szkockich destylarni zamknęło działalność, jednak pozostały po nich zgromadzone zapasy trunku w beczkach, niektóre mają nawet 60 lat. Zapasy te jednak zmniejszają się ze względu na rosnący popyt. I jest to dobry pomysł na pomnażanie kapitału, ponieważ według raportu firmy Whisky Highland, portfel składający się z 250 najlepszych szkockich whisky był w stanie wygenerować od 2008 roku ponad 90% zysku. Rekordowo wysokie zyski na poziomie 300% dałaby inwestycja w 10 najszybciej drożejących trunków.

„Rosnące zainteresowanie whisky sprawia, że ilość najstarszych, wyjątkowej jakości whisky z renomowanych szkockich destylarni systematycznie spada, co sprzyja wzrostom cen butelek pochodzących z tych limitowanych edycji. Liczba butelek whisky sprzedanych na aukcjach w Wielkiej Brytanii wzrosła o ponad 300% w ciągu ostatnich 4 lat” – mówi Paweł Morozowicz z firmy Wealth Solutions, która obok wina zajmuje się również pośrednictwem w inwestycjach w whisky. W maju 2012 roku zaoferowała klientom zakup 400 butelek 58‑letniej whisky z renomowanej szkockiej destylarni Glenfarclas – najstarszego trunku, jaki kiedykolwiek opuścił jej mury.

Diamenty – nadzwyczajne piękno

Diament to najcenniejszy kamień szlachetny. Jedynie doświadczony szlifierz potrafi nadać mu taki kształt, aby wnikające do jego wnętrza światło po odbiciu się od ścian mogło zostać wyemitowane w wiązce pełnej refleksów i barw. Obrobiony diament o okrągłym kształcie i odpowiedniej liczbie faset staje się brylantem. Cena kamienia zależy bardziej od jego indywidualnych cech, a mniej od sytuacji na rynku tych minerałów. Wysoki zysk można zrealizować, kupując duży, nieobrobiony kamień, a następnie po obróbce, polegającej na pocięciu i oszlifowaniu, sprzedać po znacznie wyższej cenie. Wartość kamieni zależy od szeregu czynników i wzrasta zdecydowanie, gdy te cechy stanowią odpowiednią kombinację.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Inwestycje liderów »

Portfel szefa firmy: opcje, trendy, inwestycje 

Robert Azembski , Andrzej Łokaj PL

Największym problemem menedżerów, którzy chcą aktywnie zarządzać swoimi finansami, nie jest brak ofert i możliwości, ale brak czasu. 

Tajemniczy symbol 4C

O wartości obrobionych diamentów przesądzają następujące cztery cechy: masa, barwa, czystość, szlif, określane z języka angielskiego mianem 4C (carat, colour, clarity, cut).

Coraz więcej ludzi na świecie dostrzega w diamentach szansę na lokowanie kapitału. W efekcie ceny tych kamieni i wykorzystujących je wyrobów jubilerskich systematycznie wzrastają. W latach 1960–2000 roczna stopa wzrostu cen diamentów wyniosła blisko 5%. W tym stuleciu dynamika wzrostu cen była zdecydowanie wyższa i wyniosła 8,8% rocznie. W efekcie w ciągu ostatnich 12 lat średnia cena diamentów wzrosła o 75%. „Detaliczna sprzedaż diamentów w 2011 roku wyniosła 70,8 mld dolarów przy kosztach wydobycia 7,7 mld dolarów. Oznacza to, że branża zarobiła ok. 63 mld dolarów. Najwięcej, bo 67,2 mld dolarów, zarobili detaliści, tzn. jubilerzy, sklepy jubilerskie, pośrednicy. Największym rynkiem pod względem sprzedaży hurtowej i detalicznej są Stany Zjednoczone, na które przypada 38% wartości obrotu światowego” – mówi dr inż. Tomasz Sobczak, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Gemmologicznego, ekspert diamentów. Sprzedaż diamentów inwestycyjnych rośnie również w Polsce, co dowodzi, że Polacy dostrzegają już potencjał inwestycyjny tego rodzaju aktywów. Od niedawna oferuje je m.in. Mennica Wrocławska. Inwestycje w kamienie szlachetne to prawdziwa sztuka, wymagająca specyficznej wiedzy i umiejętności, zupełnie odmiennych od tych, które są niezbędne przy zakupach papierów wartościowych. Dają za to możliwość osiągania ponadprzeciętnych zysków. Dla wielu inwestorów poszukujących wyrafinowanych i nowych obszarów dla działalności inwestycyjnej kamienie szlachetne z pewnością mogą stanowić nowe wyzwanie, połączone dodatkowo z przyjemnością obcowania z pięknem szlachetnych kamieni.

Wieloletnie doświadczenie, a także szczegółowe analizy z wykorzystaniem modeli matematycznych pokazują, że nawet niewielki udział aktywów alternatywnych w portfelu inwestycyjnym może znacznie zmienić jego charakter, w szczególności zmniejszyć wrażliwość na niekorzystne oddziaływanie tradycyjnych rynków finansowych. Dobrze zdywersyfikowany portfel, zawierający różne klasy aktywów o niskiej korelacji, zyskuje nową wartość dodaną, która może go zmienić. Praktyka udowodniła, że zaprezentowane w artykule przykładowe inwestycje wielokrotnie umożliwiały w okresie kryzysów ograniczyć straty, zwiększając stabilność portfela inwestycyjnego.

W ostatnich latach rynki finansowe zmieniły się i niewiele wskazuje na to, że powrócą do stanu sprzed 2008 roku. Należy więc uczyć się nowych sposobów inwestowania, także tych opartych na aktywach luksusowych. Mogą one nie tylko ochronić posiadane bogactwo, lecz również przyczynić się do jego pomnożenia. Ten nowy trend inwestycyjny zyskuje na znaczeniu, o czym świadczy rozwój nowych rynków, rosnące wartości transakcji i w konsekwencji wzrost cen dóbr luksusowych.

Jan Mazurek

Analityk rynków inwestycyjnych.

Wybrane dla Ciebie

MyICANTwoja ścieżka rozwoju
Załaduj więcej wyników

Bądź na bieżąco

Odblokuj wszystko!

Dwa tytuły – Biznes i Technologia ICAN.pl, MITSMR.pl
31 szkoleń z certyfikatem online ICAN Business Advisor
Webinaria kryzysowe Wideo i LIVE

Powiązane artykuły

Odblokuj wszystko!

Dwa tytuły – Biznes i Technologia ICAN.pl, MITSMR.pl
31 szkoleń z certyfikatem online ICAN Business Advisor
Webinaria kryzysowe Wideo i LIVE

Najpopularniejsze tematy