Premium

Materiał dostępny tylko dla Subskrybentów

Nie masz subskrypcji? Dołącz do grona Subskrybentów i korzystaj bez ograniczeń!

Jesteś Subskrybentem? Zaloguj się

Słuchanie wypowiedzi o szczytnych inicjatywach na rzecz środowiska, społeczeństwa czy ładu korporacyjnego napawa nadzieją. Ale to ułuda. Skala problemów związanych choćby z ociepleniem klimatu jest tak wielka, że światu potrzeba zdecydowanie więcej niż pięknie brzmiących deklaracji, by przetrwał.

W 1977 roku Gwiezdne Wojny trafiły do kin, na Antarktyce otwarto pierwszą polską stację naukową, w Nowym Jorku odnotowano 25‑godzinną przerwę w dostawie prądu, a do sprzedaży trafił komputer osobisty Apple II. Wydarzyło się coś jeszcze, co mogło naprawdę zmienić świat. Ale, niestety, umknęło uwadze ważnych osób i nie odbiło się tak szerokim echem jak wymienione zdarzenia. Na najwyższych szczeblach rządu USA rozpowszechniono jednostronicową notatkę, w której na wiele lat, zanim kryzys klimatyczny stał się częścią globalnego dyskursu, opisano to, co już wtedy wiedziano o zmianach klimatu, i to, czego się w związku z nimi obawiano. Geofizyk Frank Press, główny doradca naukowy prezydenta Jimmy’ego Cartera i dyrektor Biura Polityki Naukowej i Technologicznej (Office of Science and Technology Policy), pisał w niej m.in. o rosnącym wykładniczo w ciągu ostatnich 100 lat tempie spalania paliw kopalnych, katastrofalnym wpływie wzrostu emisji dwutlenku węgla na ocieplenie klimatu, niezdolności do szybkiego przejścia na inne źródła energii. Czy ktoś się tym przejął? Niekoniecznie.

Dzisiaj o podobnych notatkach, dokumentach, listach, inicjatywach, apelach naukowców, wypowiedziach polityków i liderów biznesowych słyszymy coraz częściej. Czy ktoś bierze je na serio? Z pewnością! Czy znajdują one oddźwięk w decyzjach politycznych i biznesowych? Owszem. Problem w tym, że nadal skala i tempo działań na rzecz klimatu, społeczeństwa i ładu korporacyjnego są zbyt niskie, byśmy uniknęli najgorszych scenariuszy. Zdaniem ekspertów powinniśmy działać szybciej, z większym rozmachem, uczciwiej. Osoby zajmujące się na co dzień ESG (ang. environmental, social responsibility and corporate governance, czyli środowisko naturalne, społeczna odpowiedzialność i ład korporacyjny) oficjalnie powielają stanowiska reprezentowanych firm, ale w kuluarach już otwarcie mówią o tym, że poziom realizacji celów woła o pomstę do nieba. I złowieszczą wprost: nie zdążymy.

Zegar tyka

Jak wynika z raportu Climate Change 2022: Impacts, Adaptation and Vulnerability, opracowanego przez Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change, IPCC), jeśli nie podejmiemy pilnych działań, nie zrealizujemy celów porozumienia paryskiego. Zdaniem naukowców przy realizacji obecnych deklaracji dotyczących redukcji emisji dwutlenku węgla temperatura na świecie wzrośnie o od 2,3 do 2,7 st. C. Tymczasem naukowcy wskazali, że po przekroczeniu globalnego ocieplenia o zaledwie 1,5 st. C świat nieodwracalnie utraci ekosystemy polarne, górskie i przybrzeżne. Publikacja raportu zbiegła się w czasie z wybuchem wojny w Ukrainie, przez co wnioski z niego nie wybrzmiały tak mocno, jak działoby się to w normalnych czasach. A zdecydowanie warto przyjrzeć się im dokładniej, bo to, co czytamy w raporcie, mrozi krew w żyłach.

IPCC najdobitniej jak dotąd pisze o zabójczych dla Ziemi i ludzkości konsekwencjach zmian klimatycznych. Stwierdza, że nieodłącznym skutkiem kryzysu klimatycznego będzie kryzys bioróżnorodności oraz rosnące ubóstwo i nierówności społeczne. Raport jest efektem ponad 34 tysięcy badań przeprowadzonych przez ponad tysiąc naukowców zajmujących się naukami fizycznymi i społecznymi. Dzięki niemu wiemy, że już 3,5 miliarda ludzi odczuwa wpływ zmian klimatu, a połowa światowej ludności cierpi w pewnym momencie każdego roku z tytułu poważnych niedoborów wody pitnej. Jedna na trzy osoby jest narażona na śmiertelny stres cieplny. Do tego co roku pół miliona ludzi jest zagrożonych poważnymi powodziami, a do 2050 roku będzie to aż miliard osób żyjących na wybrzeżach. Rosnące temperatury i gwałtowne opady deszczu powodujące powodzie sprzyjają rozprzestrzenianiu się chorób zakaźnych wśród ludzi, ale także zwierząt gospodarskich i dzikich zwierząt, powodując jednocześnie olbrzymie szkody w uprawach roślin.

Nieodłącznym skutkiem kryzysu klimatycznego będzie kryzys bioróżnorodności oraz rosnące ubóstwo i nierówności społeczne.

Naukowcy alarmują, że ochrona dzikich miejsc i dzikiej przyrody ma fundamentalne znaczenie dla radzenia sobie z kryzysem klimatycznym. Niestety, zmieniający się klimat nie sprzyja roślinom i zwierzętom. Połowa badanych gatunków została już zmuszona do „przeprowadzki”, a wielu innym grozi wyginięcie. Toteż w raporcie IPCC stwierdzono, że utrzymanie odporności przyrody w skali globalnej zależy od ochrony 30–50% powierzchni lądowej, słodkiej wody i oceanów na Ziemi. Obecnie obszary chronione stanowią mniej niż 15% gruntów, 21% słodkiej wody i 8% oceanów. Do tego niektóre regiony, takie jak Amazonia, przestały być za sprawą człowieka wielkim magazynem dwutlenku węgla i płucami świata. W związku z wylesianiem regionu oraz pożarami dżungli do atmosfery trafia więcej dwutlenku węgla, niż pozostała część lasów deszczowych jest w stanie zaabsorbować.

W mediach regularnie pojawia się wątek prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro, który przez aktywistów jest oskarżany o zbrodnie przeciwko ludzkości za swój udział w niszczeniu Amazonii. Polityk sądzi jednak, że przygotowanie części lasów deszczowych pod uprawy rolne i hodowle bydła pozwala Brazylii walczyć z ubóstwem, a ochrona środowiskowa powstrzymuje rozwój kraju. Z kolei aktywiści nie widzą żadnego usprawiedliwienia dla pozbawiania świata jego zielonych płuc. A do tej dyskusji ciekawą perspektywę dokłada internetowe czasopismo naukowe „Nature Ecology and Evolution”, sugerując, że tempo wylesiania w tropikach przyspieszył rosnący apetyt bogatych krajów na różne produkty rolne, takie jak kawa czy soja.

Jest już pewne, że przed zmianami klimatycznymi nie uciekniemy, możemy je tylko i aż minimalizować, chroniąc świat przed najgorszymi scenariuszami. Dlatego naukowcy jasno podkreślają w raporcie, że oprócz redukcji emisji gazów cieplarnianych istotna jest również adaptacja do kryzysu klimatycznego. To nic innego jak dostosowanie się do obecnych lub oczekiwanych warunków klimatycznych i ich skutków w celu zmniejszenia lub uniknięcia negatywnych konsekwencji lub zwiększenie korzyści z nich wynikających. Tymczasem adaptacja jest mocno niedofinansowana, mimo że inwestycje teraz są znacznie tańsze niż późniejsze działania. Z wyliczeń IPCC wynika, że inwestycje w przejście na świat niskoemisyjny są około sześciu razy niższe, niż powinny. Wśród środków adaptacyjnych wymienianych przez IPCC znalazły się: przywracanie terenów podmokłych w celu ochrony przed powodziami, zazielenianie szybko rozwijających się miast w celu ich ochłodzenia oraz wykorzystanie drzew do ocieniania upraw i zwierząt gospodarskich.

Jest już pewne, że przed zmianami klimatycznymi nie uciekniemy, możemy je tylko i aż minimalizować, chroniąc świat przed najgorszymi scenariuszami. Dlatego naukowcy jasno podkreślają, że oprócz redukcji emisji gazów cieplarnianych istotna jest również adaptacja do kryzysu klimatycznego. Niestety, z wyliczeń IPCC wynika, że inwestycje w przejście na świat niskoemisyjny są około sześciu razy niższe, niż powinny.

Koniec z wymówkami

Świadomość pogłębiającego się kryzysu klimatycznego i geopolitycznego sprawia, że konsumenci coraz częściej rozliczają firmy z tego, czy działają one zgodnie z zasadami ochrony środowiska, sprawiedliwości społecznej i ładu korporacyjnego. Liderzy zdają sobie z tego sprawę i deklarują wiele ambitnych celów, mimo że nie zawsze chcą zrezygnować z dochodowych gałęzi biznesu, które przyczyniają się do dewastacji środowiska i zmian klimatycznych.

Przykłady rozdźwięku między deklaracjami a rzeczywistością zdemaskował Damian Carrington, redaktor „Guardiana” specjalizujący się w tematyce ochrony środowiska. Wraz z kilkoma innymi dziennikarzami przeprowadził śledztwo w poszukiwaniu „bomb węglowych”. Są to projekty naftowe lub gazowe, takie jak nowe rafinerie, pola naftowe czy gazociągi, które podczas ich eksploatacji spowodują co najmniej miliard ton emisji CO2. Gdyby wziąć pod uwagę głosy naukowców, „bomb naftowych” nie powinny mieć w planach żadne firmy. Tymczasem okazało się, że do 2030 roku koncerny naftowo‑gazowe, m.in. Qatar Energy, Gazprom, ExxonMobil, Chevron, Shell i BP, planują takie wielomiliardowe inwestycje.

Zacznijmy jednak od kontekstu. W maju 2021 roku raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej, wcześniej postrzeganej jako organ konserwatywny wspierający firmy sektora energetycznego, stwierdzał, że nie mogą być uruchamiane nowe kopalnie ropy naftowej, gazu czy węgla, jeśli świat ma osiągnąć neutralność węglową do 2050 roku. Ponadto ONZ ostrzegło, że planowane wydobycie paliw kopalnych „znacznie przekracza” limit potrzebny do zatrzymania ocieplenia klimatu na wartości 1,5 st. C.

Na zeszłorocznej konferencji COP26 liderzy szukali sposobu na zasypanie luki między faktycznymi emisjami a celami klimatycznymi. Świat uznał, że nadchodzi koniec ery energii węglowej, ale nierozstrzygnięta pozostała kwestia, kiedy zastąpi ją energia ze źródeł odnawialnych. Podczas konferencji oberwało się głównie węglowi, o gazie i ropie się nie zająknięto, mimo że te źródła energii odpowiadają za 60% emisji z paliw kopalnych. Tę niespójność dostrzegł Carrington i postanowił bardziej przyjrzeć się koncernom naftowo‑gazowym. Okazało się, że mimo hucznie obwieszczanych deklaracji o przechodzeniu na zieloną energię planują one dziesiątki ogromnych inwestycji, które zagrażają celowi zatrzymania globalnego ocieplenia na poziomie 1,5 st. C.

Oto kilka wniosków zaprezentowanych na łamach „Guardiana” w artykule Revealed: the ‘carbon bombs’ set to trigger catastrophic climate breakdown, będącym podsumowaniem wielomiesięcznego śledztwa:

  • Krótkoterminowe plany ekspansji przemysłu paliw kopalnych obejmują rozpoczęcie projektów naftowych i gazowych, które wygenerują gazy cieplarniane odpowiadające dziesięcioletniej emisji CO2 z Chin, największego truciciela na świecie.

  • Plany te obejmują 195 „bomb węglowych”, gigantycznych projektów naftowych i gazowych, z których każdy skutkowałby co najmniej miliardem ton emisji CO2 w trakcie ich eksploatacji, co w sumie odpowiada mniej więcej 18 latom obecnej globalnej emisji CO2. Około 60% z nich już zaczęło pompować.

  • Kilkanaście największych firm naftowych jest na dobrej drodze do wydania 103 milionów dolarów dziennie przez resztę dekady na eksploatację nowych złóż ropy i gazu, których nie można spalić, jeśli globalne ocieplenie ma być ograniczone do poziomu poniżej 2 st. C.

  • Bliski Wschód i Rosja często przyciągają najwięcej uwagi w związku z przyszłą produkcją ropy i gazu, ale Stany Zjednoczone, Kanada i Australia należą do krajów o największych planach ekspansji i największej liczbie „bomb węglowych”. Stany Zjednoczone, Kanada i Australia również przyznają jedne z największych na świecie dopłat do paliw kopalnych na mieszkańca.

Źródło: Revealed: the ‘carbon bombs’ set to trigger catastrophic climate breakdown, The Guardian, maj 2022

Dane pokazują, że firmy naftowe pozostają zaangażowane w swoją podstawową działalność, a jednocześnie za wolno przechodzą na odnawialne źródła energii, mimo świadomości wpływu na społeczeństwo, środowisko i ludzi. To oczywiste, że koncerny naftowe i gazowe nie zrezygnują ze swojej działalności, dlatego niezbędna jest interwencja rządowa, aby zablokować te inwestycje, które mogą poważnie zaszkodzić planecie i ludziom.

Sęk w tym, że również w polityce udokumentowano obłudę. Z przytaczanego w materiale badania, prowadzonego przez Kjella Kühne z University of Leeds w Wielkiej Brytanii, opublikowanego w czasopiśmie „Energy Policy”, wynika, że i politykom można wiele zarzucić. Mimo że budowali oni wizerunek liderów klimatycznych podczas konferencji klimatycznej COP26 w Glasgow, to potem dawali zielone światło inwestycjom, które szkodzą klimatowi. Tymczasem wysiłki na rzecz łagodzenia zmian klimatu nie tylko nie mogą ignorować „bomb węglowych”, a wręcz powinny się skupić na ich rozbrajaniu. Przy okazji wytykania niespójności między deklaracjami a czynami warto wspomnieć, że wielu z uczestników konferencji w Glasgow dotarło na miejsce samolotem, czyli jednym z najbardziej emisyjnych środków transportu. „Gdyby rządy działały zgodnie z zaleceniami naukowymi, aby szybko zredukować emisję dwutlenku węgla poprzez zwiększenie czystej energii i ograniczenie spalania paliw kopalnych, firmy musiałyby zrezygnować z potencjalnych kolosalnych zysków, uderzając w akcjonariuszy, fundusze emerytalne i finanse publiczne. Jeśli rządy nie podejmą działań, firmy będą zarabiać, podczas gdy świat płonie” – piszą w swoim reportażu dziennikarze „Guardiana”.

Nadzieja w naturze

O ile klimat już się nie musi prosić o uwagę, z bioróżnorodnością jest inaczej. Mimo że już w publikacji The Global Risks Report 2020, przygotowanej przez Światowe Forum Ekonomicznego (World Economic Forum, WEF), wymieniano utratę bioróżnorodności i załamanie ekosystemu jako jedno z pięciu największych zagrożeń, z jakimi ludzkość będzie musiała zmierzyć się w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Badania cytowane w raporcie pokazują, że ponad połowa całkowitego światowego PKB (około 44 bilionów dolarów) jest umiarkowanie lub wysoce zależna od bioróżnorodności.

To oczywiste, że zależymy od natury, a mimo to, jak wynika z wyliczeń WEF i The B Team (globalnej organizacji non profit stworzonej przez Richarda Bransona i Jochena Zeitza, która promuje prospołeczne i proklimatyczne praktyki biznesowe), na świecie wydaje się rocznie 1,8 biliona dolarów na dotacje… szkodzące środowisku. Oznacza to, że 2% globalnego PKB służy nam nie po to, byśmy przetrwali, ale… wymarli.

Podczas gdy Konferencja Klimatyczna ONZ (COP26) słusznie znalazła się na pierwszych stronach gazet, mniej uwagi poświęcono COP15, czyli Konferencji ONZ w sprawie bioróżnorodności. Jej pierwsza odsłona odbyła się w 2021 roku wirtualnie, a kolejna ma się odbyć w trzecim kwartale 2022 roku, kiedy to światowi przywódcy mają przyjąć Globalne Ramy Bioróżnorodności po 2020 roku w Kunming w Chinach.

W ciągu ostatnich lat światowi przywódcy i rządy podjęli wiele zobowiązań sygnalizujących zamiar stawienia czoła wyzwaniu, jakim jest utrata bioróżnorodności. To pozytywny krok naprzód, ale – za mały i za wolny. Na przykład inicjatywa Leaders Pledge for Nature zobowiązuje swoich sygnatariuszy do podjęcia pilnych działań w ciągu bieżącej dekady na rzecz zrównoważonego rozwoju, z naciskiem na powstrzymanie utraty bioróżnorodności. Wymienić można także kilka innych inicjatyw, takich jak G7 Nature Compact , G20 Leaders Communiqué i Kunming Declaration, które zwracają uwagę na ten aspekt walki z efektami kryzysu klimatycznego. Do tego już ponad 1100 firm o łącznych przychodach przekraczających 5 bilionów dolarów podpisało deklarację Nature Is Everyone’s Business, wzywając rządy do przyjęcia polityki dążącej do zatrzymania procesu utraty bioróżnorodności do 2030 roku.

Jednak aby chronić ludzi i planetę dla przyszłych pokoleń, należy zrobić więcej. Zobowiązania to za mało, potrzebne są realne działania. Im bardziej spektakularne, tym lepiej. Tymczasem z raportu WEF Scaling Investments in Nature The Next Critical Frontier for Private Sector Leadership płynie smutny wniosek, że obecne modele ekonomiczne nie rozpoznają prawdziwej wartości inwestowania w przyrodę. Mimo że z szacunków WEF wynika, że stawianie natury na pierwszym miejscu jest dobre dla biznesu i odporności gospodarczej. Przyjazne przyrodzie rozwiązania mogą wygenerować możliwości biznesowe o wartości przekraczającej 10 bilionów dolarów oraz przyczynić się do powstania 395 milionów miejsc pracy do 2030 roku.

Obecne modele ekonomiczne nie rozpoznają prawdziwej wartości inwestowania w przyrodę. Mimo że z szacunków WEF wynika, że stawianie natury na pierwszym miejscu jest dobre dla biznesu i odporności gospodarczej. 

Ambitne cele, międzynarodowe standardy, wytyczne unijne i wiele inicjatyw nie zastąpią oczywiście konkretnych działań, które trzeba podjąć tu i teraz. Podczas Konwencji Narodów Zjednoczonych o różnorodności biologicznej (CBD) Elizabeth Mrema, sekretarz wykonawczy ONZ ds. różnorodności biologicznej, skomentowała: „Powinniśmy docenić firmy, które już podejmują dobrowolne inicjatywy. Potrzebujemy, aby środowisko biznesowe stało się ambasadorem zmian”. Firmy, które znajdą w sobie tę odwagę podążania za długoterminowymi celami, mogą zyskać rzesze wyznawców i zagwarantować sobie stabilniejszą przyszłość.

Marco Lambertini, dyrektor generalny WWF International, przestrzega na łamach raportu Bridging the Gap, opracowanego przez tę organizację, że światowi przywódcy jak dotąd wspólnie nie przełożyli wielu ambitnych zobowiązań na rzecz przyrody na działania, które wprowadzą przyrodę na drogę do odbudowy: „Dzisiejsza katastrofalna utrata bioróżnorodności zwiększa naszą podatność na pandemie, zaostrzając zmiany klimatyczne i zagrażając zarówno źródłom utrzymania, jak i globalnej gospodarce. Światowi przywódcy obiecali działać na rzecz ochrony przyrody i ludzi poprzez zawarcie ambitnego globalnego porozumienia w sprawie bioróżnorodności, ale nasza nowa analiza pokazuje, że należy zrobić znacznie więcej, aby działania pasowały do słów – i to w trybie pilnym”.

ESG, czyli nowe ramy strategii biznesowych

Wprowadzenie strategii ESG to dla rodzimych firm konieczność, jeżeli chcą się liczyć na europejskim i światowym rynku oraz budować swoją konkurencyjność. Tego też wymagają od przedsiębiorstw ich klienci, inwestorzy, a także coraz częściej kredytobiorcy.

Co ważne, regulacje unijne i krajowe wcale nie dotyczą tylko korporacji, omijając mniejsze przedsiębiorstwa. Jak zauważa Jarosław Rot, dyrektor wykonawczy obszaru zrównoważonego rozwoju w BNP Paribas Bank Polska, przepisy wymuszają transformację wielkich biznesów, ale znacząco wpływają też na mniejszych graczy. „Mniejsze firmy, które bezpośrednio nie podlegają tym regulacjom, znajdują się często w łańcuchach dostaw dużych podmiotów. Jeżeli duża firma musi rozliczyć się ze swojego śladu węglowego od początku do końca, uwzględniając ślad węglowy swoich dostawców, będzie oczekiwać od swoich partnerów określonych standardów” – zwracał uwagę ekspert podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Jak nigdy wcześniej potrzebujemy zrównoważonego rozwoju, który pozwoli zapobiec degradacji środowiska, będzie empatyczny społecznie i spojony odpowiedzialnym podejściem do zarządzania. Samoocenę firmy wystawiają sobie wysoką. „Prawie 57% firm na świecie uważa, że pandemia przyspieszyła realizację celów środowiskowych w firmie. Instytucje finansowe i rosnące oczekiwania społeczne są głównym katalizatorem zmian” – wynika z raportu ING i EY Biznes dla klimatu. Raport o zmianie priorytetów.

Z jednej strony coraz więcej firm przyjmuje zrównoważony rozwój jako fundament strategii korporacyjnej, bo widzą w tym potencjał biznesowy, ale też nieuchronną konieczność. Z drugiej strony firmom bardzo trudno zrewolucjonizować sposób codziennego funkcjonowania, porzucić wszystkie nieproklimatyczne działania i ponosić coraz wyższe koszty zwrotu ku bardziej odpowiedzialnej działalności. Jak wskazują twórcy wspomnianego raportu: „Właściciele firm powinni zaakceptować koszty zmian dzisiaj na rzecz długoterminowych i wielowymiarowych korzyści, które osiągną w przyszłości. Zwłaszcza że w dłuższej perspektywie brak działań będzie oznaczał ogromne koszty zaniechań. Firmy ignorujące odpowiedzialność społeczną i środowiskową mogą być narażone na kary nakładane przez organy regulacyjne i odrzucane przez konsumentów poszukujących marek, które spełniają standardy zrównoważonego rozwoju”.

Według Michała H. Mrożka, wiceprezesa zarządu ING Bank Śląski S.A., polskie przedsiębiorstwa mają pewne opóźnienia w realizacji strategii ESG i powinny zacząć nadganiać w tej dziedzinie zachodnią Europę. „Ten proces podążania ku bardziej zrównoważonej przyszłości trwa już od lat. Pandemia i wojna u naszego wschodniego sąsiada potęgują oczekiwania społeczne, że będziemy prowadzić nasze firmy zgodnie z zasadami ochrony środowiska, sprawiedliwości społecznej i odpowiedniego ładu korporacyjnego, który to wszystko wspiera. To jest kwestia sposobu na to, żeby budować lepszy świat” – zwrócił uwagę wiceprezes Mrożek podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Nie ma czasu do stracenia

Czas spojrzeć prawdzie w oczy – jesteśmy w poważnych tarapatach. Gdyby zapytać twórców raportu IPCC, o co toczy się gra, odpowiedzieliby: o nasze być albo nie być. Nie bez przyczyny raport kończy smutna konkluzja o tym, że jakakolwiek dalsza zwłoka w globalnych działaniach na rzecz adaptacji do zmian klimatu i łagodzenia ich skutków zaprzepaści naszą ostatnią szansę na zapewnienie wszystkim godnego życia i zrównoważonej przyszłości.

Jak przekonują twórcy raportu Climate Change 2022: Impacts, Adaptation and Vulnerability: „Wszystkie sektory światowej gospodarki, od energii i transportu po budownictwo i żywność, muszą się radykalnie i szybko zmienić”. Christiana Figueres, była szefowa ONZ ds. klimatu, mówi wprost, że to od nas zależy, jak ukształtujemy przyszłość. Ale czas, kiedy jeszcze mamy na nią wpływ, się kurczy.

Naukowcy alarmują:  „Wszystkie sektory światowej gospodarki, od energii i transportu po budownictwo i żywność, muszą się radykalnie i szybko zmienić”.

W związku z tym liderzy nie mogą poprzestać na składaniu deklaracji, a potem inicjowaniu kilku nowatorskich projektów, które stanowią w istocie zasłonę dymną dla tradycyjnego biznesu. Deklarując jedno, robiąc drugie, ryzykują kryzysem wiarygodności i wyrządzeniem krzywdy światu. A czas rozliczeń nadejdzie szybciej, niż przypuszczają, bo klienci są coraz bardziej świadomi i wymagający. Wszak z badania EY Future Consumer Index wynika, że 60% konsumentów w Polsce i 69% konsumentów na świecie uważa, że uznane marki mają obowiązek wprowadzenia zmian w zakresie ESG. •

Przeczytaj materiały ekspertów, uzupełniające raport »

ESG, jedyna słuszna strategia 

Tomasz Półgrabski PL

Generowanie zysków idące w parze z wywieraniem pozytywnego wpływu na społeczeństwo i środowisko jest dzisiaj koniecznością. Wydarzenia ostatnich lat przyspieszyły tempo zmian, mobilizując biznes do jeszcze większego wysiłku na rzecz realizacji celów ESG.

Kompania Piwowarska dla lepszej przyszłości 

Materiał Partnera

Kompania Piwowarska podsumowała w „Raporcie Zrównoważonego Rozwoju 2021” działania na rzecz realizacji strategii „Lepsza Przyszłość 2030”. W świetle wyników z ubiegłego roku widać, że spółka znajduje się w czołówce organizacji działających w Polsce, które wyznaczają kierunki rozwoju społecznie odpowiedzialnych firm.

Prologis Park Janki: doskonałe centrum dystrybucyjne 

Materiał Partnera

Budynki 3 i 4 o powierzchni ponad 120 tys. mkw. w Prologis Park Janki zostały zaprojektowane i wybudowane dla EURO-net, właściciela marki RTV EURO AGD. To nieruchomości, w których przemyślano każdy szczegół. Dzięki temu powstało nowoczesne i spełniające zasady zrównoważonego rozwoju centrum dystrybucyjne dla handlu tradycyjnego oraz e-commerce, a jednocześnie miejsce przyjazne pracownikom.

Joanna Koprowska

Redaktorka „ICAN Management Review” oraz „MIT Sloan Management Review Polska”.

Wybrane dla Ciebie

MyICAN Twoja ścieżka rozwoju
Załaduj więcej wyników

Polecane artykuły


Najpopularniejsze tematy